Wielka radość nad Świdrem!

Józefovia Józefów tylko na moment trafiła do ligi okręgowej. Ubiegłoroczny spadkowicz z czwartej ligi znów wywalczył awans. Drużyna trenera Damiana Politańskiego pokonała w dodatkowych barażach Orła Unin i w kolejnym sezonie zagra w nowo utworzonej piątej lidze

W ciągu niespełna czterech sezonów Józefovia Józefów dwukrotnie świętowała awans. Cztery lata temu zespół trenera Damiana Politańskiego jako mistrz ligi okręgowej zdobył przepustkę do czwartej ligi, a teraz – niespełna rok po spadku – wygrał dodatkowe baraże i melduje się na wyższym szczeblu rozgrywkowym, ale nie w czwartej lidze jak ostatnio, tylko w nowo utworzonej przez Mazowiecki Związek Piłki Nożnej piątej lidze. Józefovia będzie tam jedynym zespołem z powiatu otwockiego. – Trudno porównywać ze sobą te dwa awanse, choć każdy taki sukces smakuje wyśmienicie – stwierdził trener Józefovii Damian Politański. – Poprzednio to był dla mnie pierwszy awans w życiu i było to coś wyjątkowego, a teraz zrobiliśmy to po raz kolejny i również bardzo cieszę się z tego, co osiągnęliśmy – dodaje szkoleniowiec.

Skromna zaliczka

Droga do piątej ligi wiodła przez dwa dodatkowe mecze z Orłem Unin, który w grupie siedleckiej klasy okręgowej, tak jak ekipa znad Świdra, zajął trzecie miejsce. Pierwsze spotkanie odbyło się w Józefowie. Faworytem był zespół gospodarzy. Swoich rywali piłkarze Józefovii znali głównie ze spotkań sparingowych, które raczej dość pewnie wygrywali. W barażach nie było jednak miejsca na taryfę ulgową. Prowadzony przez Marcina Wrzoska Orzeł też miał nadzieję na awans i zdecydowanie przeciwstawił się gospodarzom. 

Józefovia pierwszy mecz wygrała, ale na rewanż do Unina jechała ze skromną jednobramkową zaliczką (2:1). – Nie była to zbyt komfortowa sytuacja. Szkoda, że w końcówce pierwszego meczu nie wykorzystaliśmy dwóch niezłych okazji do podwyższenia wyniku, bo wtedy z dużo większym spokojem jechalibyśmy do Unina. A tak były obawy przede wszystkim ze względu na upalną pogodę i to, czy podołamy w takich warunkach. Kluczem do sukcesu było to, żebyśmy pierwsi nie stracili bramki – przyznał trener Politański.

Kawał charakteru

Mecz w Uninie mógł szybko rozpocząć się po myśli Józefovii. Już w pierwszej akcji świetną sytuację do zdobycia gola miał Mateusz Trąbiński, ale jego strzał głową nie zaskoczył bramkarza Orła. W kolejnych minutach dość wyrównana gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. W 37. minucie nastąpiła kluczowa akcja meczu. Zawodnik gospodarzy Mariusz Dróżdż bez pardonu potraktował nogi Adriana Gapczyńskiego i Orzeł przez ponad godzinę musiał grać w dziesiątkę. 

Józefovia wykorzystała osłabienie rywala dopiero po przerwie. W 54. minucie na solową akcję zdecydował się Tobiasz Filochowski. Pomocnik gości od połowy boiska mijał kolejnych rywali, położył bramkarza, aż wreszcie z dużym spokojem uderzył do pustej bramki, po czym trafił w objęcia swoich uszczęśliwionych kolegów. Mimo niekorzystnego wyniku Orzeł nie rezygnował z odrobienia strat, ale strzegący tego dnia bramki gości Patryk Przybysz był nie do pokonania i jak w transie bronił nieliczne, ale groźne strzały rywali. 

W 80. minucie Józefovia zdobyła drugą bramkę. W polu karnym był faulowany Julian Jacquet, a jedenastkę na bramkę zamienił Dukalski. Chwilę po wznowieniu gry Orzeł otrzymał rzut karny po faulu Argentyńczyka, ale Przybysz nie dał się pokonać i mecz zakończył się wynikiem 2:0. – Może piłkarsko nie zachwyciliśmy w tym dwumeczu, nie pokazaliśmy pełni swoich możliwości, ale teraz to nie jest ważne. Istotne jest to, że wygraliśmy oba mecze i teraz możemy cieszyć się ze wspólnego sukcesu – podkreślił trener Politański. – To nie był dla nas łatwy sezon. Mieliśmy dużo węższą kadrę niż w poprzednich latach. Jednak pokazaliśmy charakter i ten sezon udało się nam zakończyć sukcesem – dodaje opiekun piątoligowej już Józefovii. 

MS  

Józefovia Józefów – Orzeł Unin 2:1

Bramki: Julian Jacquet (26.), Jakub Malinowski (66.)

Józefovia: Herdzik – Trzepałka (46. Blechman), Ognicha, Adamiak, Gapczyński, Filochowski (79. Makulec), Macioszek (75. Pietrusiewicz), Jacquet (63. Malinowski), Rokicki, Żaczek, Trąbiński (86. Orowiecki)

Orzeł Unin – Józefovia Józefów 0:2 (0:0)

Bramki: Tobiasz Filochowski (54.), Dominik Dukalski (80. k.)

Józefovia: Przybysz – Gapczyński, Adamiak, Ognicha (87. Pietrusiewicz), Blechman, Trzepałka (46. Żaczek), Macioszek (83. Orowiecki), Rokicki, Filochowski (87. Piotrzkowicz), Malinowski (46. Jacquet), Trąbiński (68. Dukalski)

 

Powiedzieli

Patryk Przybysz: – Okoliczności, czyli walka do samego końca w lidze, a potem te dwa mecze barażowe z Orłem Unin, sprawiają, że awans chyba smakuje dużo lepiej niż poprzedni. Tu należą się wielkie podziękowania dla chłopaków z Dęba Wieliszew, którzy grali do końca i dzięki ich wygranej z KS Łomianki dostaliśmy szansę walki o awans.

Pierwszy mecz barażowy nie do końca poszedł po naszej myśli. W pierwszej połowie nie wyszliśmy mentalnie z szatni, a w drugiej zagraliśmy na 60 procent swoich możliwości i w rewanżu nie mogliśmy być niczego pewni. Drugi mecz zapowiadał się na wyjątkowo trudny, ale każdy z chłopaków, od pierwszego do 24. w kadrze, stanął na wysokości zadania, dorzucił swoją cegiełkę i wspólnie zapracowaliśmy na ten sukces.

Maciej  Żaczek: – Ta wygrana i awans to chyba najlepszy prezent urodzinowy, jaki mogłem dzisiaj dostać. Trochę szkoda, że do tego wszystkiego nie udało się dołożyć bramki, ale i tak jestem bardzo szczęśliwy. Zaliczka przed tym spotkaniem była skromna, ale wiedzieliśmy, że to wynikało głównie z faktu, że zbyt nerwowo podeszliśmy do pierwszego meczu. Rewanż miał być inny. Wierzyliśmy w nasze umiejętności piłkarskie, wiedzieliśmy, że jesteśmy na wyższym poziomie niż nasi rywale i musimy to tylko potwierdzić na boisku – i to zrobiliśmy.

Dziś pewnie będziemy świętować awans do piątej ligi, ale już od przyszłego tygodnia zaczniemy analizować naszych przyszłych rywali i myśleć o tym, co czeka nas w nadchodzącym sezonie.

Tobiasz Filochowski: – Chyba wyszliśmy na ten rewanż ze zbyt dużym respektem do przeciwnika, który w naszej lidze, nie obrażając rywali, uplasowałby się gdzieś w środku tabeli. Przez to pierwsze minuty meczu nie układały się tak, jak sobie zakładaliśmy w szatni przed pierwszym gwizdkiem. Na szczęście nie straciliśmy kontroli nad grą.

Jeśli chodzi o strzeloną bramkę, nie wiem, czy to jedna z fajniejszych, jakie dotąd udało mi się strzelić, ale na pewno jest jedną z najważniejszych. To trafienie dało nam trochę spokoju, choć rywale szybko wyprowadzili groźną kontrę, po której zapachniało remisem.

Cieszę się, że dziś wspólnie, jako cała drużyna, możemy świętować awans. 

Robert Rokicki: – Jako kapitan jestem niezwykle dumny z całego zespołu. Mam też ogromny szacunek do rywali, bo postawili nam wyjątkowo trudne warunki gry. To był dla nas naprawdę trudny dwumecz, bo stawka była ogromna i takich spotkań nie gra się zbyt dużo w życiu. To również sprawiło, że zarówno w pierwszym meczu, jak i w rewanżu nie pokazaliśmy pełni swoich możliwości. Mamy stosunkowo młody zespół i presja walki o awans na pewno zrobiła swoje, ponieważ margines błędu w tych dwóch spotkaniach był wyjątkowo wąski. Jeden błąd mógł wpłynąć na przebieg meczu. Myślę, że to był ważny sprawdzian i jednocześnie nauka dla całego zespołu, który udało nam się zdać. Zaraz zaczynamy myśleć o piątej lidze.

 

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.